Gry

Przeciętna gra, świetne doświadczenie – Recenzja Indygo

Depresja – choroba umysłu dotykająca nawet 300 mln ludzi na całym świecie.  Co roku z jej powodu ginie 800 tysięcy ludzi.  Czy tak ciężki temat w ogóle ma rację bytu w growym medium?

 

Co jakiś czas twórcy gier niezależnych raczą nas tytułami podejmującymi ważne problemy dzisiejszego świata. Szkopuł tkwi w tym, że każda historia musi zostać w jakiś sposób wkomponowana w rozgrywkę. Takie prawo branży. Najczęściej więc opowieści obyczajowe odkrywamy pod postacią przygodówek lub tzw. symulatorów chodzenia. Domyślić się można, że nie inaczej jest z Indygo od polskiego Pigmentum Game Studio. Jeśli ktoś więc czuje awersję do takich tworów, może już w sumie przestać czytać tą recenzję. I tak nie zmieni raczej swojego gustu.

20171031153508_1

Złe dni potrafią trwać naprawdę długo…

Tymi słowami rozpoczyna się historia Tomasza, renomowanego malarza będącego obecnie kimś zupełnie innym. Od kilku miesięcy izoluje się w swojej pracowni. Otworzenie drzwi – tak prosty ruch, jest poza możliwościami naszego bohatera.  Jedyną osobą okazującą wsparcie jest druga połówka, Anna. Ciężko jednak mówić o prawdziwej relacji, gdy do kontaktu wzrokowego, czy rozmowy nigdy nie dochodzi, a formą komunikacji są wyłącznie listy. Dla obu stron jasne jest, że stan nieobecności trwa o wiele za długo i nie jest to zwykły zły dzień, a choroba powoli niszcząca człowieka. W tym właśnie momencie zaczyna się właściwa „rozgrywka”, więc pozwolę sobie uciąć dalszy przebieg fabuły.

Cóż, historia bez dwóch zdań wyjątkowo angażuje. Autentycznie czułem wyjątkowe przygnębienie śledząc losy naszego bohatera. Indygo udaje się dobitnie pokazać bezsilność z jaką zmaga się chory, ale i także jego najbliżsi. Wyizolowany świat, w którym nawet najprostsze czynności stają się ogromnym wyzwaniem przeraża, ale i uświadamia. Uświadamia, że jest to problem stanowiący śmiertelne zagrożenie mogący dotknąć w zasadzie każdego. Nie decydujemy o pełnym przebiegu naszego życia i nie jesteśmy w stanie przewidzieć kiedy i w jakich warunkach otrzymamy cios, który będzie dla nas za silny. Indygo jest tylko próbą zobrazowania tego stanu i skłania do głębszego zainteresowania się tematem depresji. Wraz z tym uczy, że jeśli widzimy  tego znajomego, który od dłuższego czasu jest jakiś „inny”, absolutnie  nie powinniśmy przechodzić obojętnie, myśląc, że wszystko wróci do normy. Być może toczy właśnie walkę, w której potrzebuje naszej pomocy.

20171031153821_1

Pokonać samego siebie

A jak się w to gra? Mamy tu do czynienia z przygodówką point ‚n’ click. Nie spędzimy jednak godzin na rozwiązywaniu absurdalnych zagadek. Gra podzielona jest na dni. Każdy zaczynamy od wysłuchania monologu Tomasza z refleksjami na temat swojego obecnego stanu, sensu życia i swojego małego planu na dzisiejszy dzień. Następnie nawigując po statycznych tłach wykonujemy zaplanowaną na dziś czynność. Raz będzie to złożenie rozbitego lustra, innym przygotowanie się do słuchania muzyki wieczorem. Zagadki polegające na łączeniu wybranych przedmiotów są dość proste i intuicyjne (i tak dostępna jest opcja podania rozwiązania „na tacy”). Rozwiązując je, najczęściej towarzyszą nam przemyślenia bohatera. Część zadań jest też opcjonalna. Pod koniec dnia zazwyczaj dokonujemy kolejnego wyboru. Otrzymujemy list od Anny lub lekarza . Zadaniem jest wybranie najbardziej stosownej odpowiedzi. Tu został wykorzystany świetny zabieg, mianowicie widzimy wiele możliwych odpowiedzi, ale tylko część z nich jest dla nas dostępna. Wszystko jest uzależnione od obecnego stanu psychicznego bohatera. Miło widzieć, że często milczenie też jest opcją, o czym zazwyczaj zapominają autorzy gier z wyborem wypowiedzi.

Niestety system wyborów jest dość prosty i naprawdę dość łatwo zorientować się, który będzie miał pozytywne konsekwencje (Narysować sarnę czy wilka? Zapalić, czy nie?). Dlatego też już za pierwszym podejściem udało mi się otrzymać najlepsze zakończenie. Szkoda, że twórcy nie pokusili się o zaimplementowanie pewnej losowości, gdzie moglibyśmy otrzymać opcję złą i jeszcze gorszą. Gra zyskałaby na nieprzewidywalności. Wszak nikt z nas nie wie jak by się naprawdę zachował podczas choroby.
Najlepszego wrażenia nie robi też długość. Jedno podejście do Indygo zajmuje mniej więcej godzinę. To bardzo mało. Co więcej inne decyzje nie ratują sytuacji, bo gra mimo wszystko przebiega bardzo podobnie. Niedawno jeszcze wahałbym się czy warto zagrać bez obniżki, ale w międzyczasie tytuł pojawił się w ofercie CDP.PL w rewelacyjnej cenie ok. 17 zł, która daje bardzo uczciwy stosunek co do zawartości.

20171031153839_1

Wizualizacja rozpaczy

Warstwa techniczna produkcji prezentuje się w ogólnym rozrachunku dobrze. Ręcznie rysowane tła w depresyjnej stylistyce nadają opowieści przygnębiającego tonu, a mroczne prace malarza oprócz wartości artystycznej, potęgują uczucie wyobcowania i walki ze sobą. Nie co gorzej prezentuje się oprawa muzyczna. Oczywiście, jest bardzo klimatyczna. Szkoda tylko, że przez większość czasu słyszymy ten sam utwór.  Jeśli zaś chodzi o voice acting,  jest bardzo… różnie. Angielskie głosy wypadają świetnie, jednak. polska lokalizacja jest jednak po prostu słaba i nie warto z niej korzystać.

Pigmentum Game Studio wyszło z powierzonego zadania obronną ręką. Indygo to pozycja głęboka i wielce angażująca. Zwraca uwagę na ważny problem nie traktując go po macoszemu, ani nie popada w przesadę. Można by narzekać, że gra jest bardzo krótka, co ni jak ma się do mozolnego procesu wychodzenia (lub nie) z depresji. Z drugiej jednak strony, wydłużenie czasu na pewno zmniejszyłoby przystępność i tak mocno niszowego produktu. Grę mogę Wam zdecydowanie polecić i z pewnością będę czekać na dalszą twórczość developerów.