Gry

Holobunnies: Pause Caffe – Recenzja | Pikselowe króliczki w cieniu przekrętu

Tym razem na tapetę weźmiemy grę z kategorii – „zapychacz czasu na nudnej imprezie”, z kilkoma potknięciami i bardzo poważnym problemem.


Holobunnies: Pause Caffe jest niewielką grą od niewielkiego studia q-bit Games, traktującą o uroczych, pikselowych i kolorowych stworkach. Chociaż „gra” to chyba lekka przesada, gdyż po instalacji dostajemy dostęp do lokacji startowej z trzema prostymi minigierkami. Jako że warstwa fabularna praktycznie nie istnieje (są szczątkowe informacje na stronie steam), pozwólcie że opowiem Wam co otrzymujemy w poszczególnych zabawach.

 

 

Kitcat

Kitcat’s Adventure wzbudził we mnie mieszane uczucia. Oto mam przed sobą runnera, niczym z komórek, ale na pececie. Jednak broni się kilkoma ciekawymi patentami. Otóż – oprócz standardowych punkcików „zbieramy” obiekty przyspieszające, zwalniające, zmieniające kierunek, a także pozwalające wykonać dodatkowy skok. Na plus jest też całkiem spora liczba poziomów i to całkiem ładnych poziomów oraz równie dobrze udźwiękowionych. Generalnie całe Pause Caffe może się pochwalić sympatyczną oprawą. Wracając jednak do Kitcat’s Adventure, bardzo mnie drażni jeden szczegół, który z pewnością części graczy się spodoba. Mam na myśli bazowanie na tym typie platformówek, gdzie każdy twój skok musi być perfekcyjnie wymierzony, w wypadku błędu zmuszony jesteś do zaczęcia  od początku. Każdą planszę powtarzałem więc po kilkanaście razy. Mimo to, przejście przez wszystkie poziomy  nie zajęło mi za wiele czasu.

1111111111111

Sekundy przed śmiercią….

 

Titan Souls dla dzieci

Znacznie ciekawszy jest jednak Boss Rush. Jak możemy się domyślić, jest to seria walk z kilkoma bossami. “Szefowie” wyglądają fantastycznie, ale nie są oni zbyt wymagający, no bo co można powiedzieć o fioletowej kuli obrywającej, gdy tylko … nie trafi w gracza? Mechanika jest zdecydowanie bardziej złożona niż w Kitcat’s Adventure. Mamy pełną kontrolę nad stworkiem, a oprócz skakania, możemy latać na odnawiającym się jetpacku, strzelać pojedynczymi pociskami oraz oddawać strzały z działa. Obowiązkowo należy grać na padach, gdyż sterowanie na klawiaturze zostało koncertowo schrzanione.

screen

 

 

Mała naparzanka

Najmocniejszym elementem Pause Cafe jest tryb Brawler. Jedyny wspierający grę z “wieloma graczami” i wychodzi mu to na dobre. Tu na pięciu mapach walczymy z kompanem, w mechanice bardzo zbliżonej do tej z Boss Rush. No właśnie, bardzo mnie dziwi, że walczyć ze sobą może jedynie dwóch graczy. W moim odczuciu w tego typu gierkach pocieszny chaos zaczyna się od czterech rywali.

 

screen 2

 

 

Sedno sprawy

Nie sposób nie stwierdzić, że Holobunnies: Pause Cafe ma dosyć lichą zawartość, nawet jak na 5 euro (patrz genialne Devil Daggers). Co więcej, myślę że sympatyczne stworki mają potencjał na ciekawą i zabawną historyjkę. I wiecie co jest najlepsze? Autorzy to doskonale wiedzą. Po krótkim, przeglądaniu internetu i Steama doszedłem do wniosku, że Pause Cafe jest płatnym teaserem coopowej platformówki Holobunnies: The Bittersweet Adventure, która wyjdzie za rok. Jasne, jestem w stanie tolerować wypuszczenie mniejszej gierki w celu sponsoringu większej. Ważne jest jednak słowo klucz – TRANSPARENTNOŚĆ. Nie można tego odmówić studiu The Brotherhood, które przy zapowiedzeniu swojej nowej gry wypuściło darmowe (i bardzo dobre) Cayne, do którego za 7 euro mogliśmy wykupić materiały bonusowe. W przypadku Pause Cafe, ze strony Steam nie dowiemy się absolutnie nic na temat The Bittersweet Adventure. Działa to też w drugą stronę. Na stronie Holobunnies.com nie znajdziemy informacji o tym, że już wydano „przystawkę”. Może presskit uchyli rąbka tajemnicy? Nie. Po kliknięciu w guziczek „Presskit” jesteśmy odsyłani do strony, która nie istnieje. Możemy  za to ściągnąć darmowe (o dziwo) demo albo złożyć preorder za jedyne 15 dolarów. Gdybym wiedział, że wysłano nam płatną reklamówkę, (prawdopodobnie w celu pozytywnego nastawienia mediów na pełnoprawną grę) przenigdy nie podjąłbym się zrecenzowania jej. Tak jednak pozostaje mi powiedzieć, że pomimo całkiem niezłego produktu stanowczo odradzam zakupu Holobunnies: Pause Cafe. To najbezczelniejsza z dostępnych form PR’u, do której nie zniżyły by się nawet „złe korporacje”. Zatajenie takiej informacji przed konsumentem zasługuje na rozgłos… tylko że negatywny.